niedziela, 5 lutego 2017

Konwój (3 w 3)

"Konwój" to ostatnia pozycja z trzeciej odsłony 3 w 3. Film autorstwa Macieja Żaka, z Januszem Gajosem i Robertem Więckiewiczem w obsadzie, swoją premierę miał również 13 stycznia. Jest to jedyna pozycja z tej edycji, na którą faktycznie planowałem iść do kina... jak na ironie. Recenzja:

Chciałem z dwóch powodów. Pierwszy to Janusz Gajos. Mówcie co chcecie, ale dla mnie to elita polskiego aktorstwa. Najbardziej chyba utalentowany aktor i zarazem drugi w kolejności ulubiony z naszej ojczyzny, tuż po Marku Kondracie. A drugi powód to fabuła... to znaczy... to jak ją zareklamowano. Wydawała mi się... interesująca. 

No i jest... interesująca. Ale niestety przy tym naiwna, naciągana i kolokwialnie rzecz ujmując - grubymi nićmi szyta. Miałem ochotę powiedzieć Zawadzie (po filmie), że: "Hej... wystarczyło wziąć Berga na bok w tym więzieniu, powiedzieć o co biega, skoro i tak finalnie go przekonaliście, to wtedy też by się udało. Feliksa wtedy zostawić, a Kulesze rozjebać w pierwszym lesie". Ale niiiieeee... bo ktoś tu jest idiotą i się zgodził by jechał dalej, bo tak. Nie no wiadomo, gdyby nie to nie byłoby filmu, ale to jest tak cholernie naciągane. Aż nie chce się uwierzyć, że w realnym życiu te postacie też by tak idiotycznie - jak ostatni kretyni - się zachowywali.

Uważam, że to spory potencjał który został spartaczony. I tu mam ten problem. Bo generalnie, w większym lub mniejszym stopniu, ale wszystkie te 3 filmy ("Sztuka kochania", "Ja, Olga Hepnarova") były na swój sposób dobre, ale historia z nich nie była wykorzystana w 100% lub po prostu temat który mógł wnieść sporo nie tylko do kinematografii, ale i do umysłu widza, został liźnięty i mocno zaprzepaszczony. A szkoda... naprawdę wielka szkoda. Bo tu, w Konwoju, można było ukierunkować fakt samosądu (motywację Nowackiego) do rozterek moralnych: "po wypuszczeniu i tak dalej będą źli i czynili zło". I proszę, jak ładnie namieszało by to, skłoniło do refleksji i dyskusji. Może jestem dziwny, że szukam w filmach czegoś więcej niż taniej rozrywki. Ale dla mnie właśnie najbardziej wartościowymi filmami, to te które wywołują społeczne dyskusje. W końcu film to medium za pośrednictwem którego autor(zy) mogą przedstawić swój pogląd na daną problematykę. 

Co do reszty... no cóż... montaż poprawny, zero rewelacji/innowacji - podręcznikowo skrojony. Zdjęcia świetne, wpasowujące się w klimat grozy i podróży, oraz tajemnicy wiszącej gdzieś nad każdym bohaterem. Nie rozumiem tylko wciskania na siłę flashback'ów. By sztucznie film wydłużyć? Bo w sumie półtora godziny to mało, więc jakby było mniej to... przypał? Ale może się czepiam, bo flashback'ów akurat nie trawię. Muzyka tak samo - idealnie oddająca klimat. Tylko znów ta fabuła... problemy logistyczne typu - wyjechali pół dnia wcześniej ale to nic, jesteśmy wstanie dogonić ich wciągu godziny. To ile oni jechali - 10km/h? Motywacja Zawady, jako chęć (chyba) oczyszczenia się z winy. Szablonowa do granic możliwości postać Feliksa... ile to już takich harcerzyków było w kinie? Na plus dodać tu należy jeszcze bynajmniej szczęśliwe zakończenie. Bo w sumie... jeden nie żyje, drugi w śpiączce, tamten i tak w końcu zostaje zabity, a Gajos sam kończy w konwoju. No właśnie... ta chęć do samego końca by zabić Kulesze. Wiedząc, że przegra przez to... mało tego, planując potem zajebanie siebie. Po co? Przecież gdyby Kulesza żył dalej, nie wyszłoby raczej to co się w zasadzie stało. Więc... jaki sens? Cały czas ta historia... jedno wielkie... meh.

Ogromny plus leci w kierunku aktorów! Wszyscy... prawie... zagrali fenomenalnie. Tak wysokiego poziomu w rodzimym kinie już dawno nie widziałem. I życzyłbym sobie oglądać wyłącznie takie. Mam zastrzeżenia jedynie do dwóch aktorów, ale nie do tego jak zagrali, ale do tego kogo zagrali. Otóż... Pana Zbrojewicza i Pana Stryja zamieniłby po prostu rolami. I tyle. W sumie... zastanawia mnie, kto był tak inteligentny, że patrząc na Pana Zbrojewicza stwierdził, że aktor z taką twarzą, postawą, aparycją, głosem i mimiką... idealnie wpasuje się w księdza?

To tyle... ogromny kufel bursztynowego piwa. Wygląda pięknie. Pragniemy to wypić czym prędzej, najlepiej przy żeberkach w miodzie z grilla. Przechylamy, kosztujemy... i nie dość, że wygazowane, to na dodatek okazuje się, że ciepłe. Tak mogę przyrównać to co może czuć widz po seansie. Może czuć się po prostu oszukanym. Moja ocena to 6/10. Podwyższona za genialną grę aktorską.

PS: Ale kwestia: "Aaaa pies go jebał", wypowiedziana jako pierwsze zdanie w filmie, po dwóch minutach, przez Gajosa, wygrała wszystko!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz