Każdy z mojego środowiska neguje wyjątkowo szkodliwość energetyków na organizm człowieka... Mój afekt względem tego rodzaju produktów, porównują z uzależnieniem. Postanowiłem więc sprawdzić wpływ napojów energetycznych na żywym organizmie...
Od połowy listopada, przez równy miesiąc, podlewałem kaktusa Be Powerem (bo burżujem nie jestem by Red Bulla mu kupować):
W pierwszym tygodniu poprawiła się jego barwa, była bardziej wyrazista.
W drugim zauważyłem, że urósł. Wcześniej nie byłem wstanie dostrzec jego wzrostu z dnia na dzień.
W trzecim zaś jego tkanka miękiszowa zaczęła twardnieć (?) przypominając drewno w dotyku. Zaczął się również zmieniać kolor na szaro brązowy.
W ostatnim tygodniu zaś widoczne jest już jego więdnięcie i usychanie.
Przerwałem "eksperyment" mając jeszcze nadzieję, że uda mi się go wyprowadzić, jednak poziom zniszczeń wewnątrz był już za duży. Co więcej, następował mniej więcej od środka w dół, aż do korzeni. Górna część była w lepszym stanie, lecz i w tę stronę z dnia na dzień kierowała się (nazwijmy to) choroba. Niestety, nie udało mi się i mniej więcej po półtora tygodnia od ostatniego podlania, cały kaktus nadawał się wyłącznie do wyrzucenia.
Ok, przyznaje fakt, że jest to jeden z najbardziej destrukcyjnych
produktów dla naszego zdrowia. Ale w sumie, o papierosy jakoś nikt szumu
nie robi...





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz