niedziela, 5 stycznia 2014

[3] Charytatywnie

Czym jest dobro? Wielu ludzi ma swoją definicje dobra. Inni twierdzą, że jest to nic innego jak brak zła. Czym jest w takim razie zło? Ciężko jest znaleźć jednolitą odpowiedź. Z pewnością dobrem jest pomoc potrzebującym. Staram się wychodzić z założenia, że jeśli mam możliwość, to pomagam. Jednak natura ludzka często daje znać... i o tym zapominam. 3 lata, 3 akcje, 3 ekipy z ekipą 3 na czele... Nie chcę tu reklamować swoich czynów. Przeczytajcie całość - bo to mój apel do Was:



Ekipa 3 (Triada) w prywatnym życiu jest jeszcze bardziej pokręcona. Nasza inwencja twórcza jest niemal nieograniczona. Działamy również na wielu płaszczyznach charytatywnych. Pamiętam jak kiedyś znajomy zapytał mnie: "ziom, narzekasz na brak czasu, po co w ogóle się zaangażowałeś w to?". Nie umiałem mu odpowiedzieć... być może dlatego, że mogę? Albo dlatego, że jestem wstanie dać z siebie coś ku uciesze innych. Podczas trudów i przeciwności losu, nie raz się klnie i ma chęć rzucić wszystko w cholerę. Ale obraz radości innych, jaki sprawiłeś oddając część siebie, chyba to wszystko wynagradza.

Pamiętam jakby to było dzisiaj. Rok 2011 - Patryk odwiedził schronisko dla bezdomnych zwierząt (już nie pamiętam gdzie - nieistotne) i był wstrząśnięty. W tej bezdusznej bestii coś jednak się poruszyło wzbudzając ogromny smutek i litość. Zaczął strasznie mnie nękać "dawaj ziom, zrobimy zbiórkę u nas w szkole!". Pomyślałem "w sumie, czemu nie - to może być ciekawe"...
Wybraliśmy cel - Kieleckie schronisko w Dyminach. Ówczesnym zarządcą było Świętokrzyskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami. Największa pomoc jest potrzebna przed zimą, więc akcje przygotowaliśmy na październik. W niespełna tydzień przeprowadziliśmy zbiórkę darów w Skarżyskim technikum do którego uczęszczaliśmy. W zasadzie wyszło lepiej niż się spodziewałem:

Rok 2012, maj. Podekscytowany Patryk dalej suszy mi czerep koncepcjami na drugą tego typu akcje. Nie lubię powtarzać swoich czynów - mam wtedy kontrast i podświadomie zaczynam porównywać. Nie lubię tego. Gdy coś za pierwszym razem wyjdzie dobrze, miło, fajnie, chcę by takie w mojej świadomości zostało. Dałem się jednak przekonać, stawiając jeden warunek: "powiększmy skale!".
Tak też się stało. Zbiórka przeprowadzona w październiku równocześnie w sześciu placówkach pod nazwą "Wszystkie dzieciaki kochają zwierzaki!". Ponownie dla, znanych już nam, Dymin, gdzie wciąż rezydował ŚTOZ. Potrzebowaliśmy jednak jakiegoś dowodu, że z owym towarzystwem współpracujemy. W szybkiej i bezkonfliktowej reakcji na naszą prośbę, odpowiedzieli identyfikatorami wolontariuszy. 
Skala się powiększyła, we dwóch ciężko było nam ogarnąć całość. Z pomocą przyszli nam przyjaciele - jedni czynniej biorący udział, inni mniej.
Na miejscu, ku zdziwieniu pracowników, że to znowu my, obserwowaliśmy zmiany jakie zaistniały na przestrzeni tego roku. Schronisko odżyło po wcześniejszym zarządcy, po którym to ŚTOZ przejął pałeczkę właśnie w 2011 roku. Cieszyliśmy się, że już jest dobrze. Do dziś pamiętam słowa jednej z pracownic na widok ilości darów: "rzadko kiedy dostajemy taką ilość od prywatnych darczyńców".



Tym razem ja podłapałem zajawkę. Od razu zacząłem planować przyszłoroczną akcje. Kończyliśmy szkołę, wiedzieliśmy, że porozjeżdżamy się po świecie. Podejrzewaliśmy, że to będzie ostatnia akcja. Dlatego chcieliśmy zrobić ją na największą skale. Dać z siebie więcej niż 100%.
Opracowaliśmy plan - nie ograniczać się do jednej miejscowości. Zmobilizować jak największą liczbę placówek oświatowych z Kielc, Łącznej, Skarżyska, Suchedniowa, Ostojowa, Mostek, Bliżyna, Stąporkowa, Starachowic, Wąchocka, Odrowąża, Kunowa, Ostrowca i Bodzechowa! Utworzyliśmy z tego okręgi - Skarżyski, Suchedniowski, Kielecki, Starachowicki i Ostrowiecki - i podzieliliśmy między sobą. Zadanie było proste: każdy na swój sposób miał danym okręgiem się zająć.
W międzyczasie rozstrzygnięto kolejny konkurs na prowadzenie schroniska w Dyminach. Tym razem została wybrana Arka Nadziei - towarzystwo zajmujące się bezdomnymi... ludźmi. Rozpoczęły się różne plotki, wiadomości, sensacje odnośnie nowych właścicieli. Sposób prowadzenia przez nich schroniska pozostawiał wiele do życzenia. Dochodziły do nas wiadomości, jakby większość darów przekazywana Arce na zwierzęta, była oddawana do placówki dla bezdomnych ludzi. Zrezygnowaliśmy więc z Dymin i rozpoczęliśmy szukać innego celu. Prywatnym hotelikom nie ma sensu pomagać, a państwowych schronisk w świętokrzyskim jest tylko trzy. Pomijając Kieleckie, znajdowały się jeszcze w Ostrowcu i Busku. O tym pierwszym również chodziły niesławne legendy. Pojechaliśmy więc z początkiem września do Buska w celu zapoznania się z stanem faktycznym placówki i decyzją, czy jest sens...
Sens był, nędza jaka tam panowała, z powodu małej ilości wolontariuszy i kiepskie pomocy ze strony władz miasta, była przerażająca. Nie ujawniliśmy jednak swoich zamiarów. Chcieliśmy aby to była dla nich niespodzianka.

Szybko zorientowaliśmy się, że to niemożliwe. Gdy w grę wchodziła tak ogromna skala, wszystko musiało być ustanowione prawnie. Małe potknięcie z naszej strony, a ktoś mógłby krzywo z niedowierzaniem spojrzeć na nas. Wtedy nasza przygoda skończyła by się w sądzie z karą grzywny i zapewne odpracowaniu 100h społecznie. 
Skontaktowaliśmy się z fundacją zarządzającą placówką w Busku. Byli bardzo uradowani, że my, dalecy tubylcy, chcemy ich wspomóc. "Proszę robić swoje, a w razie problemów odsyłać do mnie" - mówiła nam Pani "Prezes". Tak też zrobiliśmy.
Ludzie byli wobec nas jeszcze bardziej nieufni. Czuli za tym jakiś przekręt. Podawaliśmy dane fundacji, nawet telefon do Pani Prezes, w celu "sprawdzenia nas". Mieliśmy dość tego szarpania, więc chcieliśmy poprosić o jakąś namacalną rekomendacje. Więc dzwonimy i na wejściu słyszymy "proszę nie powoływać się na schronisko!". Po długiej rozmowie i momentami ostrej wymianie zdań, dowiedzieliśmy się, że grupa osób z Krakowa (jakim prawem z Krakowa?!) na konto fundacji, narobiła sporo machlojek, a całość skończyła się w sądzie. Rozumieliśmy ich położenie, ale oni nie do końca chcieli chyba zrozumieć nasze. W każdym razie rekomendacji nie otrzymaliśmy... żadnej, w kilku placówkach wyszliśmy na idiotów przez to, a jeszcze kilka zrezygnowało z pomocy nam. Kilka nawet, żeby było śmieszniej, uznało, że lepiej jak sami, to co nazbierali, przeznaczą dla Dymin - "bo bliżej i swoich bardziej trzeba wspierać."
Byliśmy zmęczeni tym, nie chciało nam się walczyć... nie było z czym. Wychylając się bardziej, mogliśmy za to przypłacić większym kosztem, niż te 200 złotych na paliwo. 
Ostatecznie zbiórkę, pod szyldem "Pełna miska dla schroniska", doprowadziliśmy do końca z myślą "byleby zrobić". Z wcześniejszych planowanych miejscowości wzięło jedynie udział 15 placówek z: Skarżyska, Ostrowca, Kielc, Starachowic i gminy Brody.
Wiele osób przyszło nam z pomocą, wielu przyjaciół, wielu znajomych, wielu ludzi, których nawet wcześniej nie znaliśmy! Nawet Ortega, nie lubiący publicznych zjawisk z sobą na czele, przełamał swoją nieśmiałość i dzielnie walczył z opornymi kieleckimi szkołami. W spartańskich warunkach odwieźliśmy wszystko do Buska, gdzie zdumiona Pani Prezes, pokryła się wstydem i totalnym brakiem kultury, nie wychodząc nawet z placówki. Nie oczekiwaliśmy przeprosin... ale zwyczajne "dziękuję" nie zrzuciło by jej korony z głowy, której z resztą nie ma. Wysłała jedynie pracownicę, by nas "przyjęła", a sama bacznie z ukrycia obserwowała "czy już pojechaliśmy?", myśląc, że wcale jej nie widzimy....



Mimo wszystko jesteśmy zadowolenie, że mogliśmy to zrobić.
Plany na przyszłość mamy niepewne. Wiadome jest jedno - prędzej czy później, lecz w tym roku, wszyscy się rozjedziemy. Żal nam pozostawiać tak wypracowanej idei, dlatego szukamy zastępcy. Kogoś, niekoniecznie młodszego, kto będzie godzien przejąć pałeczkę. Służymy oczywiście pomocą, na miarę naszych możliwości. Jednak sami już zarządzać akcją nie możemy... choćby z powodu otwartej nowej, większej i trudniejszej akcji charytatywnej.

Jeśli zaś nie jesteś z świętokrzyskiego... mam prośbę: zbierz ekipę ludzi odpowiedzialnych i rozgarniętych i stwórz własną akcję na swoim terenie! Nie musi to być dla schroniska dla zwierząt. Jest wiele placówek, wiele fundacji, wiele towarzystw robiących wiele dobrego i potrzebujących pomocy. Nie zawsze musi to wiązać się z kosztami - wystarczy chęć, a zawsze znajdzie się sposób by pomóc. To mój apel do Was - nie na siłę, lecz szczerze i z chęcią pomagajcie, nie oczekując w zamian nagrody. Prędzej czy później, los odwdzięczy się Wam za trud, a Wy sami przekonacie się, że "było warto!".

Co do świętokrzyskich wolontariuszy - jeśli chcecie podjąć się tej, bądź innej akcji, pomocy, na prawdę służymy radą i pomocą na skale naszych możliwości! Kontakt jaki możecie z nami uzyskać, najszybciej przez stronę mojego bloga na twarzoksiążce - *KLIK*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz