Powinienem ten wpis nazwać zdecydowanie inaczej... na przykład: "Vega - rak polskiej kinematografii". Tak, to brzmiałoby zdecydowanie dosadniej. Bo nie będę skupiał się teraz na Botoksie głównie, a na całym zjawisku, które jest nie tylko niepokojące, co mocno szkodliwe.
Zacznijmy od samego Botoksu. Spotkaliście się pewnie z masą recenzji, opinii i dyskusji. Sam długo zastanawiałem się czy jest sens dokładać swoją cegiełkę. Ale przekopałem internet i nie znalazłem takiej opinii, jaką chciałbym tu zamieścić. Wszyscy, krytykujący, skupiają się na dwóch warstwach: 1. film był zły realizacyjnie i 2. film jest szkodliwy społecznie. Ja natomiast chciałbym Wam powiedzieć jedno: Film jest szkodliwy społecznie przez złą realizacje!
No ale jak to, czy to przypadkiem nie mielenie jednego tematu w kółko? Otóż nie. Zacznijmy od drugiej najczęściej zarzucanej warstwy, czyli tej szkodliwości. Każdy mówi, że: "bo jest masa idiotów co to bierze na serio i potem gadają bzdury wyssane z palca".
Zgadzam się. Jest tu problem. Ale to jest bardziej złożone. Sam zawsze mówiłem, że film powinien być wolny od jakichkolwiek ideologii, polityki, czy mody. Powinniśmy go zawsze oceniać na podstawie warstwy realizacyjnej, bo to co on niesie ze sobą to tylko i wyłącznie wizja jaką ktoś chciał przedstawić. Jego wizja, jest nie podważalna, nie może zostać podważona, skoro jest jego. Możemy tylko krytykować środki przekazu jakimi chciał nam to przedstawić. Więc, gdybym zaczął krzyczeć, że film jest szkodliwy i na tej podstawie osądzać Vege, byłbym hipokrytą.
Prawda jest taka, że idioci to idioci. Tacy byli, są i będą. Jak nie Botoks, to coś innego wpłynęło by na nich. Faktem jest natomiast złym, że przez ich głupotę mogą cierpieć inni, jak na przykład ich dzieci, czy osoby trzecie. Ale w tym wypadku powinny być jakieś regulacje prawne, a samego Vege o to oskarżać nie mamy prawa.
I teraz kwestia pierwsza, czyli realizacyjna. Film ten, jak i praktycznie każdy jego inny twór, jest fatalny! Do dziś nie mogę pojąć jego fenomenu. Naprawdę, nie ma ani jednego filmu, który by Patryczek zrobił na dobrym, solidnym poziomie. Co najwyżej osiągał poziom mierny, średni, na zasadzie "ujdzie". I mówię tu o jego filmach... Pitbull serialowy to nie jest jego autonomiczny twór, a pierwszy film był niewątpliwym sukcesem dzięki dobrej obsadzie i skromnego dostępnego budżetu. I to pokazuje, jak Vega jest słabym twórcą. 3 jego ostatnie filmy są w kalkę takie same. Wystarczyło zabrać z tytułu słowo "Pitbull" i nagle lawina hejtu poleciała. Czyżby wszyscy wcześniej czerpali przyjemność z jakiegoś poczucia sentymentu do tego tytułu? Ludzie kochani, nawet po trailerach widać było z czym przyjdzie nam się zmierzyć w kinach... nic nie zapowiadało, żeby ten film był chociaż średni. Wszystko natomiast zapowiadało sromotny gwałt na polskiej kinematografii.
I teraz o co mi tu chodzi. To, że ten film się sprzedał? Że generalnie, wszystkie poprzednie twory Patryczka zdobywały górę hajsu? Nie od dziś wiadomo przecież, że najlepiej sprzedaje się gówno. Mówiłem o tym wielokrotnie. To żadna nowość. Chodzi mi o to, że ludzie filmu powinni zacząć bojkotować Vege. To zdecydowana mniejszość, ale jeśli każdy szanujący się artysta, krytyk, filmowiec, powie z jakim kolejnym gównem wpada do kina Patryczek... nie wiem, może coś się zmieni? Bo wybaczcie, ale gdy słucham Pana Raczka, który zachwyca się nad ujętą głębią, ósmym dnem ukrytym w świetnie rozpisanych postaciach i ich charakterach, jednocześnie który całkowicie pomija jakiekolwiek zdanie na temat techniczny filmu, że jest on zrobiony realizacyjnie fatalnie, to mam ochotę bić głową w mur. Jego, nie swoją, może coś by mu zaskoczyło.
Przypomina mi to pewien żart dotyczący analizowania lektur szkolnych... "co autor miał na myśli mówiąc o niebieskich zasłonach". Nie wątpliwie niebieskie zasłony dowodzą jego depresji, braku akceptacji na nadchodzące zmiany, nadciągającej zimie i tęsknocie za ojczyzną. A wiecie co? Autor prawdopodobnie miał na myśli, że zasłony są kurwa niebieskie, bo mu rymu brakowało!
Nie ma czegoś takiego, posądzanie Vege o jakiekolwiek ukryty przekaz, to próba doszukiwania się artyzmu w postawionym klocku pod drzewem przez bezdomnego. Ot, przypadek, że tam coś się takiego znalazło!
Żeby nie być gołosłownym - film jest fatalny, bo: brak sensownie poprowadzonej fabuły. Nie wiadomo w zasadzie co jest główną osią, jaka historia jest tą przewodnią. Wielowątkowość, to problem większości jego filmów. Po prostu wpada wątek, nie rozwija się ani nic, a za 5 scen wypada i już nie powraca. Debilny humor oparty na żartach, które krążą, od czasów powstania internetu, po sieci i bluzgach. Sztuczna do granic możliwości gra aktorska, która prezentuje nawet gorszy poziom niż wszystkie paradokumenty z Trudnymi sprawami na czele. I mówię tu o postaciach każdoplanowych. Brak jakiegokolwiek dynamizmu w montażu. Sceny cięte pewnie tylko dlatego by montażysta nie nudził się sklejając to coś. Nie ma tu niczego, budowania atmosfery muzyką, grą świateł, kadrami, scenerią. Wszystko jest losowo, bez wiedzy walnięte tak, bo tak. I nawet jak przypadkiem zaskoczy, to jest to tylko przypadkiem. To już amatorskie produkcje reżyserów z trzeciego roku akademickiego mają w sobie więcej głębi. Sztucznej, wymuszonej i głupiej, ale przynajmniej jest. I na koniec zdjęcia, które są obrzydliwe. Surowe, ok fajnie jeśli jest to środek artystyczny, ale nie jak po prostu nie umie się balansować kolorami. Zdjęcia z drona wsadzone z czapy, bo ładne, a trzęsące się, z tak zwanej "ręki", sceny tak bardzo nieumiejętnie zrobione, jakby nie było robione to specjalnie, a po prostu operator miał parkinsona. Z resztą nie chce mi się o tym pisać, tylko się wkurwiam... każdy raczej widział ostatnie dwa Pitbulle. Tu tego jest jeszcze więcej, tyle.
I błagam nie mówicie, że "Vega ma taki styl, tak jak Tarantino, swój unikalny, mocny, wielu reżyserów buduje swój styl i go powiela co film". Chuja ma w głowie a nie styl. Poza tym, kluczowe jest "powiela", a nie przekłada... są bez wątpienia twórcy, którzy powielają swój styl, ale dodają do niego nowe rzeczy, które akurat do danej produkcji i tematyki będą pasować, a te które nie będą, z tego stylu, usuwają. Vega rżnie wszystko na jedno kopyto i nie jest to budowanie jakiegoś stylu, tylko on inaczej po prostu nie umie. A jeśli nawet umie, co nie udowodnił jeszcze, to po prostu zwyczajnie mu się nie chce. Bo jak widać, nie napracuje się chłop, zrobi byle gówno a i tak się sprzeda w milionach!
I teraz przejdźmy do sedna, dlaczego uważam Patryczka za raka polskiej kinematografii. Otóż, ktoś kiedyś powiedział, że "wszystko ma wpływ na odbiór dzieła, począwszy od muzyki, poprzez grę świateł, kolorystykę, grę aktorską, montaż, kadry... absolutnie wszystko... nawet jeśli o tym nie wiecie, to działa na Was podświadomie i każe odbierać to co reżyser chce abyście odebrali". Ileż w tym zdaniu prawdy. I dowód, że Vega jest chuj a nie reżyser. On nie chce wpływać na Was emocjonalnie, a jedynie byście kupili produkt. Z resztą w tym akurat jest mistrzem. Te nachalne, wkurwiające reklamy... osz kurwa mać. Chyba tylko marketing Media Expert mnie na równi wkurwia z jego. Ale to odrębny dział. Wracając, wiadomo, że każdy chce sprzedać swój film. I gdyby te rzeczy nie działały, twórcy dawno przestaliby się bawić z nimi. Wiecie jak to o wiele łatwiej by szło i szybciej przede wszystkim, gdyby mieli w dupie pogodę, ubiór aktorów, scenerię i tak dalej? Wszyscy robiliby filmy co pół roku jak Patryczek. Vega właśnie ma to w dupie i się w to nie bawi. Tylko że potem idą tacy niedzielni wyjadacze popcornu na salach kinowych, oczywiście idą do Heliosa, albo innego Multiplebsu, oglądają taki film i co? No właśnie, jak taki film na nich działa? To są proste umysły, nie znają się na filmie. Ja sam uważam, że też się nie znam. Ich to śmieszy. Było kurwa, była krew, muzyka mocna, elektroniczna. Czego chcieć więcej?
Skoro takie gówna sprzedają się tak zajebiście, to znajdą się kolejni "twórcy", którzy pomyślą: "no to nie moja wina, że widownia żądna jest gówna... dla mnie spoko, zarobie więcej, mniej na to wydam, a i efekty będę szybciej". Rozumiecie już? Sukces każdego takiego ścierwa rodzi nam kolejne dziesięć takich miernot. A z tych dziesięciu chujowizn, pojawia się kolejne sto. Nawet ludzie, którzy mają jakieś ambicje, w końcu się złamią, bo dziś posiadać kręgosłup moralny, to raczej wada i uciążliwość niż cnota. Poza tym to nie ich wina, że rynek jest zjebany. Oni też z czegoś muszą żyć. I dlatego uważam, że Botoks jest szkodliwy społecznie przez absolutnie fatalną realizacje!
I Ci aktorzy, którzy wmawiają, jak to oni się starali, jaką głębie widzieli w scenariuszu... Boże... Jak Wam nie wstyd? Rozumiem brać udział w gównie, bo kredyt na karku. Ale promować to gówno takimi pustymi i kłamliwymi sloganami? Albo jesteście idiotami, albo nie macie za grosz honoru. Żal mi Was...
Vega jest rakiem dla polskiej kinematografii i już dawno powinno się go poddać chemioterapii, bo zaczyna robić przerzuty!
Mam nadzieję, że nowy Pitbull Pasikowskiego, pobije wszelkie rekordy w kinach... bo to, że będzie to dobry film, nie mam wątpliwości. Wystarczy, że nie ma już Vegi... i można spodziewać się czegoś więcej. Dlatego gorąco zachęcam Was... gdy wyjdzie ten film, idźcie! A Vege omijajcie szerokim łukiem. Nie promujmy gówna, które tylko nam szkodzi. Zachęcam udostępnić... im więcej osób pojmie, że Botoks nie przez tematykę, a realizacje jest szkodliwy, tym chyba lepiej.
Nigdy nie lubiłem Vegi, ale po Botoksie i wywiadach w których tak bezczelnie reklamował to, stawiając na emocjonalne argumenty, że niby jakaś misja, nawrócenie, sraty pierdaty... po tym nie mam nawet dla niego odrobinki szacunku...
#TeamAntyVega
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz