8
film Quentina Tarantino znów przenosi nas w świat westernu. Czy fani Django
będą ponownie zachwyceni? (Uwaga - Spoilery!)
Nie.
Nienawistna ósemka to film z rodzaju "dialogi, dialogi i jeszcze raz
dialogi". W połączeniu z stylem Tarantino mamy perełkę. Dialogi to
zdecydowanie 90% filmu, ale reżyser znów szlifuje je do granic możliwości, by z
każdego, nawet najmniejszego zdania wycisnąć jak najwięcej. A jak przystało na
film od Tarantino - koloru czerwonego również nie brakuje.
Film
Nienawistna ósemka jest jak najbardziej w "Tarantinowskim" stylu,
lecz po raz pierwszy ubrany w nieco inną formę. Dlatego fani Django, czy
Bękartów wojny będą nieco zawiedzeni. Fabuła rzuca nas w środek wydarzeń i za
sprawą dialogów dowiadujemy się co było przed tym, a historia się toczy. Słowem
mamy tu wyjątkowo mozolny rozwój fabuły, a sama akcja wkrada się dopiero w
drugiej połowie filmu. W dodatku miejsce akcji rozgrywa się dosłownie w 3
miejscach. Dla niedzielnego wyjadacza popcornu na sali kinowej film może okazać
się zwyczajnie za długi i nudnawy.
Fabuła
to istny majstersztyk. Intryga powoli rozwijana sprawia, że nie mamy pojęcia
jak to się wszystko rozwiąże, ale wiedząc, że to film Tarantino jednego można
być pewnym - będzie jatka. Minusem jest jednak to, że po obejrzeniu i
ochłonięciu... raczej ponownie za ten tytuł nie sięgniemy, bo zwyczajnie nie
będzie po co - niczym nowym film nas nie zaskoczy.
Tarantino
kiedyś stwierdził, że jego scenariusze ożywają dzięki aktorom - i trudno się z
tym nie zgodzić. Nie wyobrażam sobie po prostu by w tym filmie zagrał ktoś
inny. Nie wyobrażam sobie również zagrania tego lepiej. Aktorstwo tutaj sięga
wyżyn, a w połączeniu z surowymi i do bólu realistycznymi dialogami, mamy
niemal połączenie idealne.
Muzyka
nadaje niepowtarzalnego klimatu, a zdjęcia są niczym miód dla naszych oczu.
Fantastyczne szerokie kadry, fenomenalne ustawienie zarówno aktorów jak i zdjęć
w ciasnym pomieszczeniu i do tego świetne krajobrazy. Ponadto w filmie nie
mogło zabraknąć elementów charakterystycznych dla Tarantino i tak mamy między
innymi wolną jazdę kamery z lotu ptaka za bohaterami, tytoń red apple, czy
zaburzona chronologia i dużo krwi.
Nie
zrozumiały dla mnie był motyw wprowadzenia narratora... bardzo mi on nie pod pasował.
Również nie mogę przełknąć dialogów podczas spowolnień. O ile same spowolnienia
były dobrze wpasowane, tak gdy podczas niektórych bohaterowie zaczęli coś
mówić, parsknięcie śmiechem było mimowolne. A może właśnie o to chodziło?
Podsumowując,
filmy Tarantino zawsze były skrajnie odbierane - jedni go kochają, inni
nienawidzą. Na tym polega geniusz, bo choćby z przykładu Gwiezdnych wojen
wiemy, że jeśli coś się podoba wszystkim, to znaczy, że jest przeciętne - to
prawda stara jak świat. Jednak jeśli chodzi o najnowsze dzieło reżysera,
spolaryzuje ono nawet obóz jego fanów. Zatem jeśli uważasz, że Avatar lub Avengers
to absolutne arcydzieło kinematografii, kochasz filmy Tarantino, bo jest dużo
krwi i bluzgów, a w rzeczywistości oglądałeś tylko Pulp fiction i może jeszcze
Bękarty wojny, a Dzień świra to według Ciebie komedia - to nie masz po co iść
do kina. Jeśli jednak oczekujesz obejrzeć na srebrnym ekranie coś znaczenie
więcej, oczekujesz kina bardziej wymagającego i artystycznego - śmiało polecam!
Nie jest to film z zakresu sztuki, ale z pewnością rzemieślniczo bardzo dobry.
Pomimo bardzo wolnej akcji i długiego czasu trwania, nie mogę powiedzieć, że mi
się on dłużył i nudził. Każda scena dopracowana w najmniejszym detalu sprawia,
że chłonąłem film jak sucha gąbka wodę. I zwyczajnie rozumiem, że film może nie
przypaść każdemu do gustu. Ja jako zauroczony stylem kinematografii wschodniej
flanki europy, film wpasował się idealnie w moje gusta, dlatego daje 8.5/10 i
szczerze polecam, ale jak już pisałem - nie każdemu.
Znalazłem
wiele opinii, że Tarantino się pomylił, nie wiedział co chce przekazać, lub po
prostu już mu nie zależy. Jedyne na czym mu już może nie zależeć to na opinii
widowni, bo wypracował sobie na tyle markę, że może zrobić teraz co absolutnie
mu się podoba. I właśnie tak zrobił, swój styl ubrał w nieco inną formę i
zrobił to tak jak jemu się podobało...
Kronos.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz