piątek, 19 lutego 2016

Ranking albumów

Był już wpis o teledyskach, więc postanowiłem zrobić tym razem ranking 5 albumów! Nie są to moje ulubione albumy, bo takich jest liczba ogromna, ani nawet ulubione danych twórców. Po prostu wybrane pozycje (jeden na twórcę), które najczęściej i najlepiej mi się słucha w całości. Także kolejność przypadkowa. Wybiorę również ulubione utwory z danego albumu... więc do dzieła:


1. Black Light Burns - The Moment You Realize You're Going To Fall

Drugi studyjny album formacji Wesa Borlanda wydany 13 sierpnia 2012 roku. Zdecydowanie odmienny brzmieniowo od debiutu, choć wciąż w podobnej stylistyce. Jak dla mnie wszystko to co powinien zawierać album dojrzałego i cholernie utalentowanego artysty, jakim bez wątpienia jest Borland. O wiele bardziej dojrzalszy materiał niż u poprzedniczki. Wciąż jednak na rzemieślniczo wysokim poziomie. Jedynym minusem dla mnie jest wyjściowa sekwencja "The Girl in Black", która brzmi jak inny utwór dolepiony na siłę i taki sam problem mam w "Torch From The Sky" plus wejście tegoż utworu, które zwyczajnie mi się dłuży. Zdecydowanie warto przesłuchać, niezależnie czy lubicie formacje Limp Bizkit - Black Light Burns jest na tyle odmiennym projektem, że jeśli nawet nie przepadacie za LB, ten możecie pokochać. Każda płyta prezentuje inny gatunek i choć nie powstało ich na razie za dużo (raptem 3), warto czekać na kolejne. Wes w jednym z wywiadów udzielonych w okresie powrotu do LB przyznał, że Limp Bizkit jest dla niego zabawą, a Black Light Burns projektem w którym chce wyrazić siebie.
Ulubione utwory z płyty to: How To Look Naked, We Light Up, The Colour Escapes, Your Head Will be Rotting on a Spike, Scream Hallelujah, Bakelite i The Moment You Realize You're Going To Fall.


2. System of a Down - Toxicity

Ponownie jest to drugi album w dorobku zespołu i ponownie gitarzysta, w tym wypadku mowa tu o Daronie Malakian, to dla mnie cholernie utalentowany artysta. Toxicity, wydany 4 września 2001 roku, tym razem jest zabawą dorosłych ludzi i mamy tu krótko mówiąc rozpierdol. Od początku niemal do końca energiczne tony, szybkie riffy i agresywne brzmienie nie schodzi z głośników. Idealny do odpalenia w aucie podczas dalekich podróży. Ogólnie uważam, że nie ma lepszego rodzaju muzyki jak metal do słuchania w aucie podczas podróży. Mówię tu o jakiś dalszych wypadach, bo przemieszczanie się po mieście mija się z celem przy tej muzyce w głośnikach. Niemniej, album jako całość wypada rewelacyjnie, choć nie przepadam za "Chop Suey!" i "Toxicity" - zbyt przekombinowane jak dla mnie utwory. Za to kocham "Psycho", które jest jednym z moich ulubionych utworów ogółem. Warto nadmienić tutaj jeszcze, że "Prison Song" to jeden z lepszych otwieraczy płyt jakie słyszałem, zaś ukryty "Arto" bardzo kojarzy mi się z klimatami Sepultury.
Ulubione utwory z płyty to: Prison Song, Needles, Deer Dance, Atwa, Shimmy, Psycho i Aerials.


3. KoЯn - Untouchables

Paromilionowa zabawa dorosłych facetów, która niemal nie skończyła się rozpadem zespołu... choć w sumie patrząc na wydarzenia późniejsze, to można by rzec, że przedłużono jedynie agonie. Untouchables przez jednych uważany za najlepszy twór zespołu, a przez innych znienawidzony. Wydany 11 czerwca 2002 roku, lecz światło dzienne ujrzał dwa miesiące wcześniej, gdyż został wykradziony z komputera Munkyego i wyciekł do sieci, co jak na tamte czasy nie było tak powszechne. Muzycy tłumaczyli, że niby wyciek znacznie różni się od oficjalnego wydania ale w rzeczywistości różnice były minimalne. Tak oto piąta płyta studyjna zespołu była najgorzej sprzedającym się albumem w historii. Zdecydowanie mroczniejsze tony niż na poprzednikach, momentami też i cięższe. Album jako pierwszy miał też inną strukturę - zabrakło w nim dud i bardzo emocjonalnego utworu na koniec. Na dodatek wyraźnie słychać większą ingerencje elektroniki. Po raz pierwszy też pojawiły się łagodniejsze tony w postaci "Hollow Life" i "Alone I Break", za którym osobiście nie przepadam. Innymi słowy całkowicie nowe opakowanie i design starego i znanemu wszystkim stylu. Polecam znów do samochodu, lecz tym razem w nocy... o tak, ciemność idealnie wpasowuje się w klimat płyty. Faktem natomiast jest, że ilekroć ktoś z moich znajomych nie interesujących się muzyką, słyszy ten (i w niektórych przypadkach też poprzednie) album, nie wierzy mi, że ma już 14 lat! KoЯn (do pewnego momentu) wyraźnie wyprzedzał swoje czasy...
Jeżeli mieliście okazje słyszeć wersje, która jak wspominałem wyciekła przed premierą, na pewno zwróciliście uwagę na inne intro piosenki " Beat It Upright" - nie mogę przeboleć, że na finalnej zostało usunięte. Miało super klimat, choć bardziej pasujące do albumu " See You On The Other Side"
Ulubione utwory z płyty to: Here To Stay, Make Believe, Hollow Life, Bottled Up Inside, Hating, One More Time, Embrace, Beat It Upright i No One's There.


4. Miuosh - Ulice Bogów

Zdziwieni? Najnowszy album Miuosha, produkcji Fleczera, został wydany 7 października 2015 roku i jest następnym krokiem w dojrzałą twórczość zapoczątkowaną albumem " Pan z Katowic" i o ile poprzednik nie przypadł mi całkowicie do gustu, tak ta perełka pochłonęła mnie w całości. Bity Fleczera stoją na bardzo wysokim poziomie, podobnie jak teksty Miuosha. Świetny gościnny występ Budki Suflera i Kasi Golomskiej. Generalnie album sprawia wrażenie bardziej przemyślanego i dojrzalszego - być może dlatego poprzednik nie przypadł mi do gustu? Nie wiem - wiem natomiast, że jedyny moment w albumie, który przewijam to utwór " Po Drugiej Stronie". Okropny dla mnie w brzmieniu, szczególnie przez ten zespół wokalny. Jeszcze " Ulice Bogów" są dla mnie nijakie, chociaż ujdą w tłoku. Niemniej rapu nie słucham już od dawna, nie śledzę zbytnio nowinek, ale ten album to jeden z najlepszych jakie kiedykolwiek słyszałem. Skoro tak już radzę czego słuchać w aucie, to ta pozycja pięknie pasuje do jazd po miastach. Tak więc polecam...
Ulubione utwory z płyty to: Za Mną, Brud i Tusz, Byliśmy / 1.5, Małpy i Wizje.


5. Kabanos - Kiełbie we łbie

Listę zamyka polski zespół i ich album wydany 10 marca 2012 roku. Kabanos - i wszystko jasne. Muzyka, która przede wszystkim bawi. Taki rozrywkowy hard rock. Choć teksty, gdy się człowiek wgłębi dają do myślenia. Sorry Nocny kochanek - nie zrobiliście nic odkrywczego. Jak nie przepadam za polskimi zespołami, tak Kabanos bardzo przypadł mi do gustu. Minusem albumu jest... monotonność. Wszystko na jedno kopyto przez co przy odsłuchu, gdy się rozkojarzymy, utwory zaczną nam się zlewać i brzmieć jak jedna długa piosenka. Więc w sumie może to też plus, szczególnie dla osób, które lubią taką muzykę i chcą się przemieścić jak najszybciej... gdzieś. Tak, wydaje mi się, że albumu najlepiej by się słuchało na słuchawkach podczas marszu (może pielgrzymka? - hihihi). Niestety nie miałem jeszcze okazji posłuchać w aucie.
Ulubione utwory z płyty: Baba i dziad, Bagno, Pijawki, Motyl, Buraki i Paliwoda.



To by było na tyle - pamiętajcie, że nieważne czego się słucha. Ważne aby to nam się podobało! Nie zamykajcie się w kręgach jednego gatunku, bo to głupota ogromna. Amen.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz