Powidoki drodzy Państwo... jestem zadowolony z faktu, że mogę Was ustrzec przed tym filmem przed jego oficjalną premierą. Ale po kolei:
Ostatnie dzieło Wajdy jest dziełem niekompletnym. Czuć to od samego początku. Nie wiem czy to fakt, czy zamierzony zabieg, ale film ogląda się z poczuciem, że czegoś tu brakuje.
Generalnie wygląda to jak jakaś mizerna etiuda studenta piątego roku reżyserki łódzkiej. Niezwiązane ze sobą sekwencje, kończące się dramatycznymi zaciemnieniami. Brak rozbudowanej ścieżki dźwiękowej, na rzecz dwóch, góra trzech utworów stosowanych naprzemiennie. Utworów które swoją głębokością mogą równać się jedynie z tą wydmuchaną w zwiastunach sceną nakładania na świat (pokój artysty) czerwonej płachty. Ta symbolika, ta głębia! Nie powiem, zdjęcia są ładne, ale to już ostatnio mówiłem - operatorsko Polskie kino weszło na bardzo wysoki poziom. Szkoda, że reszta została z tyłu.
Niestety z bólem serca, ale muszę Bogusiowi rację przyznać... film cierpi na bardzo "chujowy scenariusz". Absolutnie nie wiem jaki był zamiar stworzenia tego filmu. Bo o ile mogę domyślać się, że miał ukazać walkę artysty z systemem i dać do myślenia, do pokrzepienia, że warto żyć według swoich przekonań, nie daje tak naprawdę nic. Nie mamy tutaj rozbudowanych postaci. Nie mamy rozbudowanych wątków. Mamy jedynie dziwnie szybki przelot przez te kilkanaście miesięcy z życia artysty w nowej rzeczywistości. I to nie daje nam jakiegoś bodźca. Wygląda to jak zwyczajny film biograficzny, by przybliżyć komuś sylwetkę, ale o identyfikacji, czy wczuciu się w nią widz może śmiało zapomnieć.
Do tego dopiszmy ogromnie denerwującą grę aktorską. Przyznaję, że Boguś zagrał świetnie. I faktycznie, gdyby nie dał z siebie wszystkiego, ten film byłby jeszcze gorszy. Ale reszta osób towarzysząca mu na planie to totalne drewno na czele z córką Pana Zamachowskiego. To dziecko, ta dziewczynka drażniła w każdej scenie w jakiej się pojawiała. Dykcja przeraźliwie słaba i momentami mocno się zastanawiałem czy aby na pewno dobrze usłyszałem. Plus "gra" na poziomie szkolnych jasełek. Absolutnie każda kwestia w filmie brzmiała jakby recytowała ją z pamięci. To przykre, że dostaje się role po znajomości bądź nazwisku i zaprzepaszcza całe dzieło.
I najgorszy minus tego dzieła to dialogi ekspozycyjne... W zasadzie pierwsze 20... może nawet 30 minut filmu to sama ekspozycja!
I najgorszy minus tego dzieła to dialogi ekspozycyjne... W zasadzie pierwsze 20... może nawet 30 minut filmu to sama ekspozycja!
Nie ma co więcej pisać... jako podsumowanie twórczości wypada słabo. Jako film biograficzny wypada jak słaba laurka uwielbienia. Jako film dający do myślenia i zmieniający postawę widza nie wypada w ogóle. Z jednej strony nie jest aż tak źle i jeśli ktoś docenia dzieła Wajdy, uważam, że powinien wybrać się do kina z szacunku do owej twórczości. Tylko obawiam się, że jego śmierć, może sprawić, że każdy mocno nie obiektywnie spojrzy na ten film, wywyższając jego ocenę do rangi arcydzieła. Moja to skromne 6/10. Masa detali, która niestety nie daje się widzowi wczuć w postać Władysława sprawia, że więcej dać nie mogę.
Idźcie na ten film zdecydowanie... ale spójrzcie na niego trzeźwym, obiektywnym wzrokiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz